Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/disce.w-uzyskac.naklo.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
pracę

– Coś, czego używa się na polowaniach. Bierzesz, powiedzmy, plastik i umieszczasz w

pracę

rzeczy.
– Mary, Mary, co się stało? Co z dziećmi? Widziałaś Becky i Danny’ego?
Wreszcie okazało się, że może zejść i przesłuchać Montgomery'ego. Z całych
- Przeczytaj j ą - szepnął Quincy.
to ci poprawi humor.
będzie już tyle raportów, że Everett wezwie mnie do siebie. To wszystko.
panu pogadać z Dannym. Rodzice załatwili mu świetnego adwokata. Położył szlaban na
przyjęcie.
przestępstwa w Filadelfii.
dzwonił burmistrz. Patolog zgodził się na wydanie ciał i rodziny nie chcą czekać. Wszyscy
podoba mi się ta pieprzona rana. – Rainie zmitygowała się, głęboko odetchnęła i znów
on, gdzie Phil de Beers dysząc zawisł na kierownicy. Przerażony patrzył na
słyszałem. Skąd miałem wiedzieć, że to plotka?
nadaje się na przyjęcia. Teraz Quincy patrzył na wciąż pusty kącik śniadaniowy,

- Gzy to ma jakieś znaczenie?

Co robić?
Nie mógł w to uwierzyć. To się stało samo. I nie miało najmniejszego sensu.
dzień. Ale wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Zaopiekuję się tobą.
Jej oczy patrzyły na niego jasno, spokojnie i wyczeku¬jąco. Z tej odległości nie rozróżniał ich koloru, a z niejas¬nych przyczyn nagle bardzo go to zainteresowało. Czy były brązowe - jak oczy Lary? Bo z całą pewnością znalazł sio¬strę Lary. Detektyw się nie pomylił. Podobieństwo było tak uderzające, że Mark znów poczuł ogarniającą go wściekłość.
Nie miał pojęcia, że jego pragnienie utrzymania dystansu spełni się szybciej, niż przypuszczał. Zaledwie pół godziny później Tammy weszła na pokład samolotu lecącego do Au¬stralii.
- Nie zauważyłeś, że im dłużej jesteśmy razem, to nie tylko jesteśmy sobie bliżsi, ale też każde z nas, dzięki
- Skoro jej rzeczy pasują na panią, to może dobrze, że się nie zmarnują... Zapraszamy do stołu – powiedziała z uśmiechem i gestem pani domu wskazała Tammy krzesło.
Ręka mu się trzęsła, gdy sięgał do kieszeni dżinsów. Twarz mu się śmiała, oczy pałały, serce zdawało się śpiewać. Półprzytomny z przejęcia, wyciągnął pudełeczko obciągnię¬te pąsowym aksamitem, otworzył je i... ach!
Nie zamierzała ustąpić. Nie tylko zamek i służba po¬trzebowali Marka. Ktoś musiał przygotować Henry'ego do jego przyszłej roli. Tammy mogła wychować dziecko, ale następcę tronu musiał wychować Mark.
- Jak mam odeprzeć twoje zarzuty, jeśli nie wiem do¬kładnie, na jakiej podstawie oskarżasz moją rodzinę o spo¬wodowanie śmierci Lary? - naciskał.
- Z największą przyjemnością. Pokażę pani pokój. Pro¬szę tędy.
Książę gwałtownie wciągnął powietrze, ale Tammy nie dbała o to, czy go obraziła, czy nie. Należało mu się.
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Dominik nie dał się nabrać na tę udawaną obojętność, ale nie dał też po sobie nic poznać.
- Ruszajmy. Trzeba go aresztować. - Mam nadzieję, że mówisz o Klapsie Watkinsie - powiedział Beck. - Nie przypuszczam, że myślisz o aresztowaniu Chrisa. - A jakże! - odparł ochoczo Scott. - Nie tak szybko, Wayne - ostudził jego zapał szeryf. - Może powinniśmy znowu porozmawiać z Chrisem? - zwrócił się do Becka. - Na podstawie takiej opowiastki? Sayre spojrzała na niego z konsternacją. - Oskarżasz mnie o kłamstwo? - Nie, Watkins rzeczywiście jest na tyle głupi, by wyciąć podobny numer. Dopóki jednak nie znajdzie się w areszcie, jedynie twoje słowa potwierdzają to, co powiedział. Tylko ogromnym wysiłkiem woli powstrzymała się od tego, aby go nie uderzyć. - Idź do diabła. - Sayre - skarcił ją stanowczo szeryf. Spojrzała na niego. - Przekazałam wam całą moją rozmowę z Watkinsem, słowo w słowo. To właśnie powiedział: Księga Rodzaju, rozdział czwarty. - Wierzę ci i prawdopodobnie Beck również - odparł szeryf. - Pamiętaj jednak, że reprezentuje Chrisa. Sayre spojrzała Beckowi prosto w oczy. - Nigdy o tym nie zapominam. - Pamiętaj również, że Watkins niedawno wyszedł z więzienia - ciągnął Rudy. - Jest zdolny powiedzieć cokolwiek, co pozwoli mu zostać na wolności. Tą opowiastką o Biblii może nam próbować zamydlić oczy, sprawić, że uznamy Chrisa za zabójcę własnego brata, a tym samym uwolnimy Klapsa od presji podejrzeń, przynajmniej na tyle długo, by zdążył prysnąć do Meksyku. - Uważam, że właśnie to chciał osiągnąć - zgodził się z szeryfem Beck. - Zaczyna się bać. Jest zdesperowany i czuje, że grunt pali mu się pod nogami. Chce zrzucić winę na kogoś innego, a wszyscy dobrze wiemy, jakie uczucia żywi wobec Hoyle'ów. - Nie sądzisz, że i mnie mogło to przyjść do głowy? - rzuciła gniewnie Sayre. - Nie jestem głupia. - Nikt cię o to nie oskarża, Sayre - powiedział Beck. - Rzeczywiście, nie. Tylko o kłamstwa. - Uspokój się. Nie próbuję udowodnić nikomu, że się mylisz lub kłamiesz. Po prostu próbuję znaleźć w tym jakiś sens. Załóżmy, że Watkins mówił prawdę i wie niejako z pierwszej ręki, że Chris zabił Danny'ego, Jeśli tak, dlaczego nie skontaktował się wcześniej z policją, żeby przekazać te informacje? Dlaczego ryzykował wejście w konflikt z prawem, włamując się do twojego pokoju hotelowego i grożąc ci nożem? Dlaczego tak ryzykował, żeby powiedzieć ci coś takiego? - Ponieważ wiedział, że nie zostawię tej sprawy. - Nikt w tym biurze nie zamierza zostawić tej sprawy nierozwiązanej, pani Lynch - uciął dyskusję Scott. - Musimy działać, szeryfie. Wiemy już o zamieszaniu Chrisa w to morderstwo. - Na podstawie znalezionego na miejscu zbrodni pudełka zapałek? - spytał drwiąco Beck. - Ustaliliśmy również, że Chris mógł popełnić ten czyn w ciągu dwóch godzin, co do których nie ma alibi. - Chyba że wam je przedstawi. - Nie ma go - powtórzył Scott.

©2019 disce.w-uzyskac.naklo.pl - Split Template by One Page Love